Na karym dzianecie po rubieżach Ojczyzny!

Wyprawy

Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Na  świat wyszła dziatwa i to nie anioły niebieskie, a basałyki i niecnoty same. Nic nie wskazywało no to, że uda nam się wraz z mym wiernym pacholęciem Michałem powojażyć na karym dzianecie, gdzieś  po dalekich stepach ukraińskich, tam gdzie sam wielki Burłaj z Mołojcami  na Multany chodził, gdzie po okolicznych siołach tylko zgliszcza zostawiły tatarskie czambuły, tam gdzie na rubieżach Rzeczpospolitej Janczary i Spahisi przed hetmańską jazdą ucieczką się salwowali… A jednak udało się, a co przygód przeżyliśmy to tylko człowiek wielkiego majestatu jak imć Onufry potrafił oddać słowami istotę sprawy:”– „Mości panowie! gdybym zaczął wszystko szczegółowie opowiadać, tedy i dziesięciu nocy by nie starczyło, a pewnie i miodu, bo stare gardło jak stary wóz smarować trzeba. ” Ja się podejmę!

Reklamy