Przez Masyw Dzikowca i Lesistej Wielkiej.

Archiwum 2015, Jednodniówki, Wyprawy

Relacja, którą za chwilę przeczytacie nie będzie zwykłą relacją. Nie napisał jej Górski Zajob,a obserwujący ich poczynania z dużym zainteresowaniem sympatyk, od niedawna aspirujący do tego zaszczytnego miana. Zarówno wybrana trasa jak i niniejsza relacja są zatem niczym innym jak elementem selekcji – wiadomo w tak wyborowe towarzystwo nie trafia się zupełnie przypadkiem.

20150620_113317

Zanim przejdziemy do opisu wyprawy kilka słów tytułem wyjaśnienia dlaczego wybraliśmy się akurat w Masyw Dzikowca i na Lesistą Wielką. Z pełną powagą mogę napisać, że był to wynik prowokacji, bo chyba w tych kategoriach należało potraktować stwierdzenie jakiego użyłem w jednej z rozmów z Darem. Było to mniej więcej coś takiego:

– Ty, z tej wieży na Dzikowcu to nie ma dobrego widoku.

Prawda, że piękne? Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że niewiele wcześniej byłem na Stożku i z tamtej perspektywy naprawdę wydaje się, że wieżę kompletnie zasłaniają drzewa. Teraz już wiem, że po prostu pomyliłem kolejność zdobywania tych szczytów.

Ale do rzeczy. Wybór padł jak padł, sobota, nieistotna pogoda – idziemy w góry.

No i poszliśmy.

Miejsce zbiórki: Boguszów-Gorce vel Gottesberg vel Boża Góra

Nasza wyprawa była o tyle łatwa z logistycznego punktu widzenia, że mieszkamy w Wałbrzychu i podróż do Boguszowa-Gorc nie była problemem. Dla ludzi pozbawionych takich handicapów jest jednak dobra wiadomość – do Boguszowa jeżdżą pociągi, czasami nawet osobowe.

Już same miasto jest ciekawym przykładem na to jak człowiek wkomponował się w okolice Sudetów Środkowych. Pierwsze podanie o Gottesbergu sięga 1392 roku kiedy wspomniano o nim w spisie miejscowości jaki dołączono do testamentu zmarłej małżonki Bolka II Małego, Księżnej Świdnicko-Jaworskiej Agnieszki Habsburżanki. Istniał Boguszów wówczas jako osada założona przez saksońskich górników, wydobywających okoliczne srebro i ołów. Co ciekawe, miasto to powstała na stoku majestatycznego, wyraźnie górującego nad okolicą Chełmca (niem. Hochwald) i do dziś może poszczycić się (dosłownie!) najwyżej położonymi w Polsce Rynkiem (591 m. n.p.m.) i boiskiem piłkarskim (664 m. n.p.m.). Nieźle jak na miejscowość, która swoje prawa miejskie otrzymała dopiero w 1499 roku, w nadaniu króla Czech Władysława Jagiellończyka.

boguszow_dawniej_01

Zostawmy jednak Boguszów, bo pisząc o jego historii trzeba było by wspomnieć także o Gorcach, (niem. Rothenbach) drugiego z elementów składających się na administracyjny Boguszów-Gorce, a ta jest na tyle bogata, że zrobiłaby nam się tu siermiężna monografia miasta. Fajna, mająca swój urok miejscowość, gdzie zaczyna się zielony szlak, prowadzący wprost w Masyw Dzikowca, będący naszym pierwszym celem – tyle Wam w zupełności na początek wystarczy. Resztę polecam poznać samemu.

Cel pierwszy: Łyse Drzewo 757 m.n.p.m

 Zielony szlak nieomylnie zaprowadzi nas z Boguszowa na szczyt, który swą nazwę otrzymał zaledwie dwa miesiące temu – z Łysego Drzewa, bo tak nazywa się to miejsce, rozpościera się zapierająca dech w piersiach panorama na całą okolicę. Idealnie nadaje się również na ognisko, co pewnie miało niebagatelny wpływ na to, że przestało być bezimienne. W każdym razie jak na początek trasy – zdobycz fajna, bo nakręca pozytywnie na dalszą drogę. Kiedy już nacieszyliśmy oczy sielskim widokiem niemal żywcem wyjętym z XIX wiecznej pocztówki, ruszyliśmy w dalszy marsz trzymając się zielonego i niebieskiego szlaku, które wiodą wspólnie na kolejny obrany przez nas cel.

20150620_101835

20150620_102012

20150620_102641

Cel drugi: Dzikowiec (niem. Großer Wildberg) 836 m.n.p.m.

Dzikowiec łatwo rozpoznać w gąszczu okolicznych szczytów, nie tylko ze względu na ulokowany na stoku ośrodek narciarski. Góra jako jedyna w Masywie nie ma spłaszczonego wierzchołka, a podejście jest miejscami naprawdę strome i kosztuje trochę sił. Sam szczyt oznaczony nie jest i łatwo go przeoczyć, ale można poznać go po wiacie, służącą jednocześnie za miejsce startu dla rowerowej trasy downhillowej. Walory widokowe są stąd co prawda dość ograniczone, lecz na mały odpoczynek nadaje się idealnie.

20150620_103812

Idąc dalej zielonym szlakiem, dotarliśmy wreszcie do imponującej, 20 metrowej wieży widokowej (tej co to niby nie ma z niej widoku). Zbudowana z modrzewiowego drewna konstrukcja sama w sobie robi niemałe wrażenie, a to co widać z jej szczytu… No, to już musicie zobaczyć, bo opisywać należałoby to przynajmniej trzynastozgłoskowcem.

20150620_113430

20150620_114429 20150620_114545 20150620_114601

Kiedy już upojeni bajkową panoramą m.in. Wyżyny Unisławskiej, Kotliny Wałbrzyskiej czy Gór Czarnych i nabraliśmy wilczej ochoty na zdobycie kolejnych wierzchołków Masywu, ruszyliśmy na nieco niższą Sokółkę (niem. Der schlimme Berg) liczącą sobie 801 m.n.p.m., z której szczytu mogliśmy z kolei napawać się widokiem na aż po Rudawy Janowickie i dalej Karkonosze. Pogoda nie rozpieszczała nas zbytnio tego dnia, ale nie było najgorzej. Kropiący od pewnego czasu deszcz przeszedł co prawda niespodziewanie w grad, ale było to zdecydowanie za mało, by nas zniechęcić czy też popsuć radosny nastrój górskiej wyprawy. Spokojnie przeczekaliśmy niesprzyjające warunki i nie zważając na chlupiącą w butach wodę ruszyliśmy dalej.

20150620_123308 20150620_130022

Cel trzeci: Wysoka 808 m.n.p.m.  

By zdobyć Wysoką trzeba nieco zboczyć z niebieskiego szlaku, który przez Sokółkę i malowniczą, położoną na 683 metrach Polankę, biegnie dalej przez Stachoń aż na Lesistą Wielką. Dla tych, którzy zastanawiać się będą czy warto (bo i tacy się w górach zdarzają) napiszę tylko, że kilkaset metrów różnicy nie robi, a Wysoka ze swoim szczytem może dość fajnie umilić nam pięknym krajobrazem rozciągającym się na Góry Suche i Wałbrzyskie. Urokliwa polana na Wysokiej idealnie nadaje się również na biwak, o czym z resztą najlepiej świadczy fakt, iż jakaś dobra dusza pozostawiła tam po sobie szałas. Wschód i zachód słońca w takim plenerze muszą być źródłem niezwykłych, wręcz magicznych wrażeń. Którejś następnej wyprawy przekonamy się o tym osobiście, a wtedy przeczytacie nieco więcej o naszych ochach i achach uzupełnionych dodatkowo bogatym materiałem fotograficznym. Ten bowiem kompletujemy ostatnio w tempie mogącym wzbudzić uznanie nawet u skośnookich fanów wycieczek z Kraju Kwitnącej Wiśni.

No, ale co tu dużo mówić. Żadna ilość zdjęć w przypadku Sudetów nie jest przesadą.

20150620_130711 20150620_130809

Cel czwarty: Lesista Wielka (niem. Hohe Heide) 851 m.n.p.m.  

Ostatnim punktem na trasie naszego jednodniowego wypadu, a zarazem jego kulminacją było wejście na Lesistą Wielką – najwyższy szczyt Masywu Dzikowca. Tam zaplanowaliśmy sobie ognicho, korzystając z dobrego zaplecza Lesistej w postaci zadaszonej wiaty i pomysłowo zorganizowanego miejsca dla takich fanaberii. Jako, że pięknymi panoramami żołądków napełnić się nie da, a te zaczęły się nam już kleić do kręgosłupów z Wysokiej raźno pomaszerowaliśmy na obiad na wysokości nieco ponad 850 m.n.p.m. Pogoda zdążyła się do tego czasu ostatecznie rozpogodzić, więc po zjedzeniu nieodzownego w wypadach Górskich Zajobów karczku z ogniska, postanowiliśmy sprawdzić jeszcze czym są osławione Szczeliny Wiatrowe.

Windlöcher jak z niemieckiego nazywa się to niezwykłe zjawisko polega na tym, że wszelkie szczeliny i spękania, powstałe wskutek zróżnicowania geologicznego tutejszych skał, stały się miejscem niezwykłych cyrkulacji powietrza. Na czym ta cała niezwykłość polega? Ano z grubsza wszystko sprowadza się do tego, że zarówno w najcieplejszej jak i najzimniejszej porze roku ze szczelin w wyniku drastycznych różnic temperatur pomiędzy różnymi partiami skał, wydobywają się obłoki pary. Nie są to może gejzery w Yellowstone, ale to fajna sprawa i jedna z tych ciekawostek, którymi można zaskoczyć znajomych.

Albo rozwiązać krzyżówkę.

Inna sprawa, że większość szczelin obecnie jest tylko cieniem siebie z przeszłości. Większość z nich zarosła lub pokryła się zwietrzeliną toteż zjawisko nie jest tak spektakularne jak w XV wieku, kiedy to miejscowe legendy podawały, iż wiatr ze skał wydobywał się tak silny, że nie można było wręcz do nich podejść, a samymi korytarzami powstałymi w wyniku spękań niektórzy śmiałkowie dochodzili aż do Adršpachskich Skał.

Nam niestety wobec faktu, że pogoda daleka była tak od najcieplejszej jak i najzimniejszej nie udało się zobaczyć niczego spektakularnego. Jako iż zaczęło robić się późno (okazało się byliśmy na szlaku od blisko 8 godzin), zdecydowaliśmy się na powrót do domu. Czerwonym szlakiem, przy naprawdę stromym zejściu, które w drugą stronę niejednego śmiałka wyleczyłoby ostatecznie z miłości do gór, zeszliśmy w kierunku Mieroszowa, gdzie łapiąc transport do Wałbrzycha ostatecznie zakończyliśmy nasz wypad.

20150620_131921 20150620_135015 20150620_160319 20150620_161611 20150620_161757 20150620_163143

Ogólnie tytułem podsumowania. Trasa na jaką się zdecydowaliśmy obfituje aż nadto we wspaniałe widoki oraz panoramy, nie tylko ze szczytów poszczególnych wierzchołków Masywu. Z czystym sumieniem możemy ją polecić, tak na romantyczny, letni wypad górski z drugą połową pomarańczy jak i ekipą o dużym natężeniu testosteronu wymieszanego z samczym warcholstwem.

A i pamiętajcie. Z wieży na Dzikowcu widok wywala z kapci. Niechaj to będzie główne przesłanie tej relacji.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Przez Masyw Dzikowca i Lesistej Wielkiej.

  1. Jak dla mnie Lesista Wielka jest jedna z fajniejszych miejscówek w okolicy:) I nawet na jedno zdjęcie załapała się moja kanarkowo żółta strzałka z Sudeckiej 100!:)

    P.S Z wieży widokowej na Dzikowcu, są świetne wschody słońca… Lepsze niż gejzery w Yellowstone 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s