Późno jesienne wejście na Pradziada w wykonaniu dwóch śmiałków!

Archiwum 2014, Schroniska, Sudety, Wyprawy

Eskapada na Pradziada

Celem naszej wyprawy było zdobycie Pradziada. Góra jest najwyższym szczytem Sudetów Wschodnich, należy do Korony Sudetów, w paśmie Jesioników (czes. Jeseníky).

1

W naszej wyprawie braliśmy udział ja (Tomek) i Michał. Zdecydowaliśmy się na transport autem ze względu na mobilność i bliskość, jedynie dwie godziny jazdy dzielą Wrocław od Czeskiej miejscowości Jesionik. Dojechać można również komunikacją zbiorową. Pradziad jest dobrym kompromisem pomiędzy wysokością góry a bliskością naszego miasta.

Tu chciałbym polecić pensjonat, w którym mieliśmy okazję nocować Jesionku – DITTERSHOF Penzion K&K. Jest to najtańszy nocleg w okolicy jaki udało nam się zarezerwować przez Internet, pomimo tego standard był dość wysoki. Największym autem tego miejsca był jego gospodarz, uśmiechnięty, otyły, siwy Czech – wieczorem otworzył piwnicę dla pensjonariuszy, pomieszczenie z dwoma długimi stołami, kominkiem, gdzie podawał pysznego i świeżego Krakonosa, prosto z beczki. Nalanie kufla pełnego piwa z pianą zajmowało mu 5 minut, naprawdę warto było czekać. Jedyną wadą gospody była jej odległość od centrum miasta, ponad 3km.

Marsz rozpoczęliśmy z wysokości 1013 m n.pm. z przełęczy Červenohorské Sedno (pol. Przełęcz Czerwonogórska) o godzinie siódmej rano, było bardzo wietrznie z temperaturą koło zera. Infrastruktura przełęczy przypominała górską miejscowość, pełna hoteli, restauracji, zabudowań, z parkingiem i przystankiem autobusowym. Przy wschodzie słońca ruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku południowo- wschodnim. Już po dwóch kilometrach byliśmy na pierwszym szczycie – Velký Klínovec. Śnieg sięgał nam do kostek, na otwartych przestrzeniach mocno wiało. Mijając przełęcz Hrebenowa i kolejne szczyty – Výrovka i Malý Jezerník, doszliśmy do schroniska Švýcárna z charakterystyczną dzwonnicą. Odtąd prowadziła już asfaltowa droga, która na szczęście po chwili zamieniła się w zaśnieżoną nartostradę pełną narciarzy biegowych. Po około 10 kilometrach trekkingu od auta doszliśmy pod rozdroże pod Pradziadem, nasz atak szczytowy kontynuowaliśmy niebieskim szlakiem. Widoczność była bardzo słaba, wiatr wiał na tyle mocno, że dla bezpieczeństwa szliśmy zgarbieni.

 2

Godzina 10.00, jesteśmy na Pradziadzie, 1491m, historycznej granicy Moraw i Śląska. To chyba najbardziej zurbanizowany szczyt jaki widziałem. Prowadzi na niego szeroka droga asfaltowa, hotel z restauracją jest ogromny, a na zboczu znajduje się wyciąg. Obecna jest również stacja meteorologiczna i wieża telekomunikacyjna – na wysokości 1563 m n.p.m. znajduje się taras widokowy, niestety nie skorzystaliśmy. Góra słynie z silnych wiatrów, roczna średnia temperatura jaka tu panuje to 1 °C. Warunki atmosferyczne są bardzo zmienne o czym mogliśmy się sami przekonać. Pierwsze zdjęcie wykonane o godzinie 10.00, drugie pół godziny później.

3 4

Koniecznie chcieliśmy zobaczyć miejscowość Karlova Studanka, oddalona niecałe 10 km od szczytu , polecana jako bardzo urocze i kameralne uzdrowiskowo. Kontynuowaliśmy drogę niebieskim szlakiem wzdłuż Doliny Białej Opawy. W samo południe dotarliśmy na miejsce. Miasteczko ujmuje tradycyjną sudecką architekturą w świetnym stanie. Pierwsze skojarzenie to polskie Międzygórze. Ku naszemu rozczarowaniu wszystkie cztery „restauranty” były nieczynne, pani w sklepie tłumaczyła to brakiem sezonu. Napiliśmy się wody leczniczej, a na obiad mieliśmy wędzoną makrelę i kabanosy z własnych zapasów.

5 6

Drogę powrotną rozpoczęliśmy malowniczym żółtym szlakiem, tym razem szlak prowadził kładkami raz z jednej, raz z drugiej strony strumienia, ukazując przed nami co chwilę małe wodospady Doliny Białej Opawy. Z całą stanowczością mogę nazwać go szlakiem krajobrazowym, był dla nas dość wymagający, długie podejście. Na napój i zupę zatrzymaliśmy się w chatce Barborka. Aby nie wracać tą samą drogą z czerwonego szlaku skierowaliśmy się na niebieski, który to momentami pokrywał się z niebieskim rowerowym. O godzinie 17.00 byliśmy z powrotem przy aucie. Trekking zdecydowanie można uznać za udany, udało się nam przejść prawie 40 km. Pogoda momentami nas nie rozpieszczała, wszystko wynagrodziły nam panoramy Jesenik i zmęczenie po całym dniu chodzenia jak i nowe doświadczenia.

Ze specjalistycznego sprzętu mieliśmy na sobie stuptupy, choć i bez nich pewnie byśmy sobie poradzili oraz odzież termiczną.

Tomasz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s