Dziesięć szczytów do KSP, czyli wakacje u Zajobów…

Archiwum 2012, Pod namiot, Wyprawy

Przygotowania do wyprawy roku

Górskie Zajoby w roku 2012 postanowiły jednogłośnie wrześniowy urlop spędzić na górskim szlaku. Chęć zdobywania kolejnych szczytów do Korony Sudetów Polskich, spowodowała,że nasz wakacyjny plan musiał uwzględniać ich sporą ilość. Pierwszy plan jaki powstał w naszym sztabie uwzględniał zdobycie pięciu szczytów w rejonie Sudetów Zachodnich. Miały to być Wysoka Kopa w Górach Izerskich, Skopiec w Górach kaczawskich, Skalnik w Rudawach Janowickich, Zadzierna w Bramie Lubawskiej, Śnieżka w Karkonoszach i Grodna jako najwyższy szczyt Kotliny Jeleniogórskiej. Długie narady trwały cały miesiąc sierpień, w czasie których ustalaliśmy nasz ekwipunek, trasę, miejsca do wypoczynku i noclegu oraz nasze menu. Poczyniliśmy odpowiednie zakupy, które miały nam ułatwić funkcjonowanie na szlaku. Zakupiliśmy odpowiedni namiot, kurtki przeciwdeszczowe oraz inne elementy wyposażenia. Mając na uwadze że zawsze targamy ze sobą sporo niepotrzebnych rzeczy ustaliliśmy, że jedzenie kupujemy tylko na najbliższe dwa dni, a zapasy prowiantu będziemy uzupełniać w napotkanych sklepach (najlepiej Biedra).

Piorunujący start

Zwarci i gotowi spotkaliśmy się pod budynkiem dyrekcji PKP we Wrocławiu, skąd udaliśmy się na autobus do Jeleniej Góry, skąd mieliśmy przesiadkę w busa do Świeradowa Zdrój.

P1120997

P1130002

Piękne upalne lato nie zapowiadało katastrofy, która nas czekała. Po dotarciu do Świeradowa, ruszyliśmy szybkim krokiem, a momentami nawet biegiem w kierunku stacji kolei gondolowej na Izerski Stóg. Tempo marszu pozwoliło na wjazd na szczyt szybciej niż w pierwotnym planie.

P1130008 P1130016

Na szczycie czekała na nas niespodzianka, od Czech nadciągał potężna burza, która nie zapowiadała niczego dobrego. Nasz plan zakładał spanie pod wiatą znajdującą się w pobliżu wejścia na Wysoką Kopę, niestety według mapy miało nam to zająć aż trzy godziny, a burza ciągle zbliżała się ku naszym skromnym osobom. Włączyliśmy przyśpieszenie turbo i pobiegliśmy przez Góry Izerskie niczym antylopy na stepie, zgrabne i powabne. Tak jak gnu uciekające przed lwem, zajoby uciekały przed burzą 🙂

P1130031 P1130034

Czerwony szlak zaprowadził nas w około dwie godziny na miejsce noclegu u podnóża Wysokiej Kopy. Stoi tam bardzo fajna wiata noclegowa, jest oznaczenie do wejścia na Wysoką Kopę, na którą nie prowadzi żaden szlak. W momencie wejścia do wiaty lunął deszcz.

P1130043

Przy wiacie szybko znaleźliśmy drewno na opał, deszcz po pewnym czasie ustał i wydawało się, że burza przeszła bokiem. Nic nie zapowiadało totalnej zmiany pogody. Biwak był bardzo przyjemny, grało nam Wałbrzyskie radio, a kiełbaska smakowała wyśmienicie. Niestety okazało się, że pogoda spłatała nam figla i  w środku nocy zaczęła się niesamowita ulewa, która miała potrwać kolejne 30 godzin. Niestety wiata noclegowa nie wytrzymała naporu deszczu i zaczęła przeciekać. Sygnałem do powstania ze śpiworów była kałuża, w której słodko spał Darek. Jak się później okazało ulewa wpłynęła znacząco na zmianę naszych długo przygotowywanych planów. Po spakowaniu przemoczonych rzeczy, założyliśmy przeciwdeszczowe kapotki, zostawiliśmy plecaki w budzie i ruszyliśmy na podbój Wysokiej Kopy.

P1130073 P1130042

Na szczyt Gór Izerskich nie prowadzi żaden szlak, ale widać stare oznaczenia czerwonego szlaku, który kiedyś prowadził przez sam szczyt. Nie wiem komu przeszkadzał szlak idący przez szczyt gór, ale widocznie ten ktoś jest bardziej ogarnięty niż ja. Tak czy siak jeżeli znajdziemy budę, o której pisałem znalezienie szczytu to żaden problem. Na Wysoką Kopę od tego miejsca prowadzi wydeptana ścieżka, która po 10 minutach doprowadzi każdego na szczyt. Na wierzchołku  Gór Izerskich znajduje się duży kopiec z kamieni oraz kilka tabliczek z informacją o tym, że dotarliśmy do szczytu.

P1130076 P1130083

Po tym jak wróciliśmy do plecaków musieliśmy podjąć decyzję co zrobić dalej. Nasz plan zakładał zejście za nieczynną kopalnią Stanisław do Rozdroża Izerskiego, skąd mieliśmy niebieskim szlakiem iść w stronę Bobrowych Skał i Wojcieszyc. Niestety nic nie wskazywało na to, że pogoda się polepszy, już byliśmy przemoczeni, a Darka śpiwór nie nadawał się do ponownego zamieszkania. Doszliśmy do wniosku, że tę noc musimy spędzić w ciepłym i suchym miejscu, a jedyne co nam przychodziło do głowy to zejście do Szklarskiej Poręby. Szybkim krokiem z budy pod Wysoką Kopą ruszyliśmy w stronę kopalni Kwarcu. Miejsce to przy ładnej pogodzie jest bardzo klimatyczne, ale przy tak tragicznej aurze jest idealną scenografią do najnowszego horroru pod tytułem „Rzeźnik z Wałbrzycha i jego mała ofiara”.

P1130090 P1130093

Odegranie głównych ról w tym niskobudżetowym filmie, kosztowało nas sporo energii, dlatego zdecydowaliśmy ruszyć ze „Stanisława” w stronę Rozdroża Izerskiego licząc na busik do Szklarskiej Poręby. Niestety busików brakło, ale na szczęście jakiś miły Pan chciał zobaczyć ruinę starego schroniska, które kiedyś działało w tym miejscu. Szybka interwencja Darka, a właściwie wproszenie się do samochodu tego miłego Pana w passaciku , oszczędziło nam kilka godzin marszu. Nie wiemy jakie były dalsze losy Passata, ale na miejscu tego Pana ja bym go opylił, albo przynajmniej przewietrzył. W Szklarskie Porębie udaliśmy się do informacji turystycznej, gdzie się nic nie dowiedzieliśmy, ale Darek miał w pamięci wycieczkę z klasą w liceum właśnie do Szklarskiej, gdzie nocował w FWP „Bożena”. Okazało się, że Pani Bożena stoi i ma się dobrze, a cena za noc w „Bożenie” była przystępna. Co prawda brakowało nam pieca, ale większość ciuchów i śpiwór Rzeźnika z Wałbrzycha udało się doprowadzić do stanu używalności. Po praniu i suszeniu udaliśmy się na małe piwko do okolicznej knajpki, a wieczorem zajęliśmy się planowaniem dalszej trasy…

P1130108

Zmiana planu 

Po przeanalizowaniu mapy oraz naszych możliwości doszliśmy do wniosku, że nie będziemy się cofać do Rozdroża Izerskiego, tylko ruszymy prosto w Góry Kaczawskie, omijając w ten sposób Jezioro Pilchowickie, gdzie pierwotnie planowaliśmy całodzienny odpoczynek.

Na następny dzień wstaliśmy o 4:00 nad ranem i udaliśmy się na autobus do Jeleniej Góry, gdzie mieliśmy przesiadkę w busa do Radomierza. Autobusy idealnie nam się zgrały i już z samego rana mogliśmy ruszyć w stronę Skopca.

P1130121

Z Radomierza udaliśmy się szlakiem zielonym rowerowym, drogą asfaltową do Komarna, skąd żółtym szlakiem poszliśmy bardzo stromo do góry, aż na Przełęcz Komarnicką.

P1130128 P1130137

Zdjęcie z prawej strony przedstawia przełęcz Komarnicką, z niej ruszyliśmy niebieskim szlakiem w stronę Skopca.

P1130147

Na rozdrożu z prawej strony widzimy nadajnik i jest szczyt Baraniec, tymczasem z lewej strony odbija nieoznaczona żadnym szlakiem leśna ścieżka wprost na Skopiec. Jest dobrze oznaczona zrobionymi przez turystów kamiennymi strzałkami.

P1130143

Po jakiś pięciu minutach dochodzimy do małego kopczyka kamieni i ścieżka ponownie ma odbicie w lewo. Jednak nie jest to najwyższy punkt Skopca i łatwo się pomylić. Wygląda to tak:

P1130154

Szczyt Skopiec znajduje się 50 metrów dalej i odbicie ze ścieżki na niego jest oznaczone kamiennymi strzałkami. Na samym szczycie znajduje się tabliczka z nazwą, geodezyjny punkt pomiarowy oraz kopczyk z kamieni.

P1130169 P1130168 P1130163

Ze szczytu ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Radomierza, a po drodze mogliśmy podziwiać piękne widoki, które są charakterystyczne dla Gór Kaczawskich.

P1130175 P1130178

Radomierz, który ciągnie się jak smród po gaciach wyposażony jest w dwa sklepy, z tymże jeden jest nieczynny. My dotarliśmy do drugiego na końcu wsi i poczuliśmy się jak w najlepszych latach systemu przywiedzionego  tu przez Budionnego i Lenina.

P1130203 P1130212

Podczas popijania słodziutkiej oranżady spadł na nas nieprzyjemny opad i zaczęliśmy kombinować nad tym gdzie się schronić na noc. Po krótkiej dyspucie uznaliśmy, że spróbujemy przenocować w Szwajcarce. Żwawym krokiem, w dwie godziny dotarliśmy do schroniska. Szwajcarka jest klimatycznym miejscem, schronisko jest całe z drewna, a przełęcz na której się znajduje jest bardzo urokliwa. Niestety długo nie pocieszyliśmy się perspektywą spędzenia suchej nocy w miłym schronisku, ponieważ właściciele Szwajcarki z okazji rocznicy swojego ślubu urządzali ostrą libację dla swojej rodziny przez co brakowało miejsca dla Zajobów. Szczególnie nie naciskaliśmy na nocleg w tym miejscu, gdyż pogoda wyraźnie się poprawiła, natomiast miło byłoby usłyszeć, że możemy przenocować nawet na podłodze w kurniku przytuleni do atrakcyjnego, tryskającego życiem koguta.

Ostatecznie ruszyliśmy do wsi Karpniki, gdzie uzupełniliśmy zapasy w pobliskim sklepie i poszliśmy w stronę Gruszkowa zielonym szlakiem rowerowym. Na łąkach u podnóża góry Lisiak, ukryci za zagajnikiem rozbiliśmy konkretny biwak, na który czekaliśmy od początku wyprawy. W ruch poszły karczki, boczki i inne smakołyki, a w umilaniu nam pobytu pomogła niesiona od początku kratka do grilla.

P1130214 P1130217

Kosmiczny biwak dał nam niesamowitego kopa energetycznego i z samiusieńkiego ranka ruszyliśmy w stronę kolejnego szczytu do Korony Sudetów Polskich jakim jest Skalnik. Zdobywanie tego szczytu to nie taka prosta sprawa, w naszym wypadku okupiona łzami i potem. Szlak zielony rowerowy wiedzie nas przez wieś Gruszków(nazwa adekwatna – dużo gruszek), gdzie na końcu łączy się ze szlakiem żółtym.

P1130228

Od krzyża na końcu wsi zaczyna się na prawdę mocne podejście do góry, żółty szlak łączy się ze szlakiem czerwonym i przez Wilczysko, Kamienną Ławkę wspina się aż na szczyt Mała Ostra. Po drodze mijamy fantastyczną chatę biwakowo-noclegową, która jest pokryta folią oraz papą, co gwarantuje, że nawet przy ścianie deszczu nie przecieknie(inaczej niż ta pod Wysoką Kopą).

P1130235

Wyczerpani i zapoceni zdobywamy po trzech godzinach od startu Małą Ostrą. Jest to zespół skał, a właściwie kilka zespołów skał, na których mieszczą się punkty widokowe. Można z nich podziwiać całą kotlinę Jeleniogórską, Rudawy Janowickie, Karkonosze i gołoborze Skalnika. Uwaga! Mała Ostra to nie Skalnik! Turyści bardzo często mylą skalisty szczyt z właściwym szczytem Skalnik, o czym przekonaliśmy się gdy miły starszy Pan ze Ślunska pytał nas jak znaleźć szczyt…

P1130264

P1130260

Ponoć od dwóch godzin hanys kręcił się po lesie i szukał Skalnika. Górskie Zajoby to miłe i uczynne chłopaki, które pomogły Panu z węglowej krainy odnaleźć szczyt. Z Małej Ostrej na szczyt Skalnika prowadzi niebieski szlak. Po 15 minutach marszu przy samym szlaku na drzewie jest wielka tablica(nie wiem jak hanys to przegapił), obok której  dziesięć metrów w głąb lasu, znajduje się pręt z napisem Skalnik i to jest najwyższy punkt Rudaw Janowickich.

P1130275 P1130270

Przemiły hanys zrobił nam kilka zdjęć na szczycie, po czym pożegnaliśmy go i ruszyliśmy czerwonym szlakiem przez Przełęcz Pod Bobrzakiem aż do Rozdroża Pod Bobrzakiem.

P1130283

Z Rozdroża czarnym szlakiem poszliśmy do wsi Leszczyniec, gdzie planowaliśmy zrobić zakupy i chwileczkę odpocząć. Pod samym sklepem spotkaliśmy wracających z meczu, fanatyków Ambibolitu Leszczyniec w barwach klubowych. Chłopaki byli ewidentnie załamani porażką i w takim oto doborowym towarzystwie zjedliśmy parówkę i wypiliśmy piwko. Przy okazji dyskutując o realiach Wałbrzyskiej B-klasy, daliśmy się poznać jako znawcy futbolu niższych lig polskich.

Po godzinnej pauzie udaliśmy się szosą w kierunku wsi Szarocin, skąd odbiliśmy na szlak czerwony u podnóża Góry Łysunia. Ponieważ byliśmy już trochę zmęczeni, a do celu naszej wędrówki było jeszcze kilkanaście kilometrów, zdecydowaliśmy że u podnóżaGóry Rudzianka zboczymy ze szlaku na polną drogę do wsi Stara Białka.

P1130300 P1130298

Ze Starej Białki udaliśmy się przez pola w kierunku Paprotek, wsi która leży u podnóża Góry Zadzierna największego szczytu Bramy Lubawskiej. Latem Paprotki pełne są plażowiczów oraz polskich sportowców uprawiających najpopularniejszy letni sport czyli grillowanie. Sama wieś znajduje się nad przepięknie położonym Jeziorem Bukowskim, które jest popularnym miejscem wędkarskim oraz ośrodkiem sportów wodnych.

P1130312 Z Paprotek ruszyliśmy na podbój Zadziernej. Co prawda nie jest to Karakorum, ale dla nas to było co najmniej jak wejście na spory ośmiotysięcznik bez tlenu. Zmęczenie z całego dnia dało o sobie, gdyż normalnie górę tą można zdobyć w 20-30 minut i to bez większego zmęczenia, ale dla nas był to wysiłek ponad ludzkie siły!

P1130306 P1130323

Męczarnia opłaciła się, ponieważ ze szczytu Bramy Lubawskiej rozpościera się fenomenalny widok na Jezioro Bukowskie, Karkonosze i całe Obniżenie Bramy Lubawskiej. Przez cały dzień towarzyszyła nam piękna pogoda i widok ze szczytu oraz łyk złocistego trunku podładował nasze już mocno zdezelowane akumulatory.

P1130333 P1130335

Gdy już nasyciliśmy nasze oczy i podniebienia zdecydowaliśmy zanocować nad brzegiem jeziora i przy okazji zażyć kąpieli. Miejscówka okazała się genialna, kąpiel odświeżająca, tylko las bez drzewa na ognisko… Widocznie wędkarze ogołocili pobliskie zagajniki, pozostawiając za sobą tylko stertę papierzaków.

P1130358 P1130345

Po umyciu brudnych cielsk zabraliśmy się za rozkręcanie dwuosobowej imprezy w stylu latynoskim  Zakładaliśmy, że pogoda się utrzyma i że będziemy mogli zostać na tej plaży jeszcze jeden cały dzień.

P1130365 P1130366

Po kolejnym świetnym biwaku, okraszonym pysznym boczkiem zasnęliśmy niczym niedźwiedzie w gawrze licząc na piękny następny dzień. Niestety Pan na górze miał inne w planach zupełnie co innego i zesłał na nas chmury, mglę i zimno. Po przebudzeniu zdecydowaliśmy, że dalsze biwakowanie mija się z celem jakim miała być przyjemność. Dlatego ruszyliśmy  w stronę Przełęczy Okraj asfaltową drogą. Po dobrych kilku godzinach udało nam się dotrzeć w Karkonosze, gdzie pogoda również nas nie rozpieszczała. Było zimno, mglisto i wilgotno, ale samopoczucie poprawił nam pyszny Pilsner prosto z beczki w czeskiej gospodzie.

P1130376

Z Przełęczy Okraj ruszaliśmy żółtym szlakiem do czeskiego schroniska Jelenka. Karkonosze to nie Góry Kaczawskie i wszędzie jest cholernie stromo dlatego marsz z ciężkimi plecakami to małe tortury w stylu NKWD.

P1130379 P1130382

Po półtorej godzinnym marszu dotarliśmy do uroczego schroniska Jelenka. Zdecydowaliśmy się tam zanocować, ale wcześniej zdobyć Śnieżkę. Po zakwaterowaniu poinformowaliśmy obsługę, że idziemy zdobyć najwyższy szczyt Karkonoszy i że niedługo wrócimy. Choć właściciele z niedowierzaniem kręcili głową to nie zaprotestowali. Bez plecaków niczym kozice górskie, właściwie biegnąc w godzinę znaleźliśmy się pod Śnieżką.

P1130397 P1130399

Pogoda na Śnieżce nie rozpieszczała Zajobów, wiało, było bardzo zimno i mgliście. Po zrobieniu kilku zdjęć zbiegliśmy z powrotem do Jelenki.

P1130415 P1130416

Po szybkim zrobieniu zdjęć pobiegliśmy do schroniska, gdzie czekał na nas szefu( z fryzurą czeskiego hokeisty) i zaproponował nam pysznego Primatorka. Gdy prosi tak zacna postać to się nie odmawia, więc wieczór spędziliśmy na chmielowo. Zdenek nie uwierzył, że w dwie godziny zdobyliśmy i zbiegliśmy ze Śnieżki. Mimo że bufet zamykany jest już o 18:00 to fantastyczna obsługa nie dość, że pracuje do ostatniego klienta to sama zachęca i proponuje kolejne zamówienie.klimat tego miejsca jest na prawdę genialny i polecamy go wszystkim Zajobom!!!

P1130428

Kąpiel, suszenie ciuchów i pyszna wędzona kura od Bogdana dały nam nową energię do dalszej podróży. Z samego rana ruszyliśmy prosto z Jelenki czarnym szlakiem w dół do Karpacza, tak aby zdążyć na jakiegoś busa do Marczyc, które znajdują się u podnóża Góry Grodna.

Akcja Grodna została wykonana w sposób spektakularny. Nasz plan zakładał wejście na najwyższy szczyt Kotliny Jeleniogórskiej i zejście na następny autobus w zaledwie 45 minut. Plan wydawał się niewykonalny, ale dla prawdziwych zajobów była to bułka z masłem. Niczym jamajscy sprinterzy wbiegliśmy w pełnym rynsztunku na szczyt Grodna, gdzie nie zabawiliśmy długo. Ku zdziwieniu turystów odpoczywających na szczycie, dwóch gości wpadło na do ruin zamku, pstryknęło po dwa zdjęcia i rzuciło się do ucieczki w dół. Sam szczyt jest zarośnięty drzewami, ale są tam ciekawe ruiny starego zamku.

Po tej niesamowitej akcji spoceni i śmierdzący wskoczyliśmy do autobusu do Jeleniej Góry, gdzie przesiedliśmy się w PKS jadący przez Kamienną Górę do Wałbrzycha. Po obiadku zjedzonym w Galerii Victoria, a właściwie pod nią wsiedliśmy w kolejny PKS jadący w stronę Kłodzka. My jednak postanowiliśmy zdobyć po drodze najwyższy szczyt Wzgórz Włodzickich, który leży nieopodal wsi Świerki. Autobus zatrzymuje się tuż przy przystanku kolejowym w Świerkach Dolnych i w tym miejscu przebiega również zielony szlak na Włodzicką Górę. Podejście nie jest zbyt długie ale po kilku dniach na trasie i z ciężkimi plecakami dało nam troszkę w kość. Podczas zdobywania szczytu można natknąć się na betonowe pozostałości  jakiejś przemysłowej działalności. Podejrzewamy, że ruiny te związane są z eksploatacją pobliskich kamieniołomów. A skoro już o ruinach mowa to na najwyższym szczycie Wzgórz Włodzickich stoją pozostałości niemieckiej wieży widokowej…  naprawdę ciężko zrozumieć skąd w naszym narodzie taka żądza destrukcji. Sama wieża nie wygląda zachęcająco ale to jedyne miejsce z którego rozpościera sięjakiś widok. Sam szczyt troszkę zarośnięty ale jest miejsce do siedzenia i rozpalenia ogniska.

P1130490

P1130507 P1130511

Po krótkiej kontemplacji na szczycie ruszyliśmy dalej zielonym szlakiem w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Ten wieczór miał być przeznaczony na pełną regenerację. Zaopatrzeni w udka do upieczenia na grillu i kilka piw za mało dotarliśmy do wymarzonej łąki na skraju lasu. Swoją obecnością zaszczył nas na moment miejscowy rolnik ale nie zmącił on wspaniałej atmosfery.

P1130529 P1130533

Wyborna to była uczta dlatego też pełni energii rano ruszyliśmy w kierunku naszego kolejnego celu jakim był owiany tajemnicą i pilnie strzeżony szczyt Gardzień. Aby do niego dotrzeć musieliśmy opuścić zielony szlak i nawigując po partyzancku kierować się przez wsie Krajanów Sokolica i Rzędziny aż do Tłumaczowa. Po drodze spotkaliśmy miejscowego włóczykija, który uraczył nas garścią swojej poetyckiej twórczości… ciekawe spotkanie ale ten rustykalny poeta ewidentnie tracił kontakt z rzeczywistością więc dziarsko ruszyliśmy w stronę wodopoju… czyli sklepu w Tłumaczowie. Cały przemarsz przez wiejską okolicę okraszony był niecodziennymi widokami, a Gardzień zbliżał się coraz bardziej.

P1130546 P1130551 P1130559 P1130564

Zmęczeni panującym upałem dotarliśmy do Tłumaczowa. Chwila regenracji, nawodnienia i uzupełnienia energii i można ruszać na atak szczytowy, na który wybraliśmy szosę z Tłumaczowa do Radkowa. Niestety nie przygotowaliśmy się merytorycznie do zdobycia Gardzienia i zostalismy namierzeni przez czujną ochronę. Wręczono nam  pieczątki, że niby na szczyt weszliśmy i pogoniono dalej Nie bylimyśmy jednak sobą gdyby wystarczyły nam pieczątki dlatego zdobyliśmy ten niedostępny szczyt innym razem. Pełna napięcia relacja z tego wyczynu TUTAJ.

P1130575 P1130582

Zniechęceni sprawną akcją ochrony i niemiłosiernym słońcem ruszyliśmy do Radkowa gdzie planowaliśmy złapać autobus do Kłodzka. Zadanie wydawało się niewykonalne ale małó tego, że wyrobiliśmy się na autobus to udało nam się nawet pobić rekord świata w piciu piwa na czas. Nawdonieni ruszyliśmy w długą podróż do Kłodzka. Podjerzewam, że pozostali pasażerowie nie byli zbyt szcześliwi, że z nimi jedziemy ze względu na nasz wygląd i zapach ale cóż poradzić mieliśmy ambitny plan zdobyć jeszcze kilka szczytów na tej wyprawie. W Kłodzku mieliśmy sporo czasu na pociąg w stronę Świdnicy dlatego też wypoczywaliśmy miło w pobliżu dworca. po kilku godzinach uradowani wsiedliśmy do pociągu. Pociąg rozwijał zawrotne prędkości dlatego do Krzyżowej gdzie planowaliśmy nocleg dotarliśmy o zmierzchu.

P1130598

Czasu na przygotowanie biwaku nie było dużo więc rozbiliśmy się w pierwszym nadającym się do tego miejscu. Byliśmy bardzo zmęczeni biwakiem i podróżą dlatego sen przyszedł szybko i niespodziewanie. Kolejny dzień to atak na najniższy ze wszystkich szczytów w Koronie Sudetów Polskich czyli Popiel. Wzdłóż potoku Piława dotarliśmy do wsi Makowice skąd najlepiej wchodzić na szczyt. Samo odszukanie szczytu sprawiło nam trochę trudności więc postanowliśmy ułatwić wejście przyszłym zdobywcom. Szczegółowy opis wraz z mapką TUTAJ. Na szczcie wyrliśmy nazwę na drzewie i rozpoczeliśmy zejście do Makowic. Sam szczyt nie jest godny uwagi ale na szczęście można doszukać się pewnej ciekawostki. Otóż na zboczu góry znajdują się pozostałości szańców z czasów Napoleońskich.

P1130620 P1130637

Z Makowic rozpoczeliśmy mozolny marsz asfaltami w kierunku najzabawnieszego szczytu do KSP czyli Wzgórza Ernesta. Sam marsz przez wsie i pola nie był zbyt interesujacy oprócz skrótu przez pole buraków cukrowych, który dostarzył nam wielu emocji.

P1130651 P1130652Wykończeni przez buraki dotarliśmy wreszcie do wsi Komorów, z której można atakować bezpośrednio Ernesta. Samo wejście na szczyt wraz z instrukcją znaleźć można TUTAJ. Szczyt ten mimo, że jest dosyć zabawny to mimo wszystko jest o wiele bardziej przyjemny niż np Popiel czy Kalwaria. Dlatego też postanowiliśmy się posilić przy ognisku. Wprawdzie tuż przed wejściem na szczyt mieliśmy jeszcze w planach jeden dzień marszu i zdobycie Góry Krzyżowej w Strzegomiu ale pieczona pierś z kurczaka odebrała nam chęci do dalszego marszu, a perspektywa kąpieli i odpoczynku przesądziła o tym, że wezwaliśmy transport do domu.

P1130670 P1130671 P1130676 P1130681

Podsumowując wyprawa jak się okazało nie miała nic wspólnego z tym co sobie zaplanowaliśmy ale może to właśnie było fajne? Spontaniczne decyzje, dużo fajnych chwil, świetne widoki, wspaniałe biwaki, szczyty, lasy, polany ale też chwile zwątpienia, zmęczenie i rezygnacja. Świetne doświadczenie i miłe podsumowanie kilku lat naszego wędrowania. Myślę, że wyprawę tę wspominać będziemy do końca życia.

P.S. zapomniałbym dodać… ZDOBYLIŚMY 10 SZCZYTÓW DO KORONY SUDETÓW POLSKICH!!!!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s