Deszczowych wspomnień czar – Góry Bystrzyckie

Archiwum 2012, Pod namiot, Wyprawy

Po co nam namioty w lipcu

Po bardzo udanej wyprawie w Góry Bardzkie i Złote, gdzie poradziliśmy sobie bez namiotu, uznaliśmy że w lipcu tym bardziej się on nam nie przyda. Dlatego też weekendowy wyjazd miał polegać na nocowaniu w chatach napotkanych na szlaku, które wcześniej wybraliśmy w oparciu o mapę i informacje w internecie. Wydawałoby się nic prostszego…

Tym razem celem naszej podróży miały być Góry Bystrzyckie, gdzie mieliśmy do zdobycia Jagodną, górę zaliczaną do KSP, KS oraz KGP. Plan zakładał, że w piątek wysiądziemy w Domaszkowie, a następnie poszukamy noclegu w okolicach ruin zamku Szczerba. Rano mieliśmy ruszyć w kierunku Jagodnej, później na przełęcz Spaloną, a z niej w stronę Strażnika Wieczności, gdzie koło miejscowości Huta powinna na nas czekać zadaszona ambona, z miejscem na nocleg.

Prawdziwi ludzie renesansu 

Nasza wycieczka rozpoczęła się w piątek po południu na Dworcu Głównym we Wrocławiu, gdzie wsiedliśmy w pociąg relacji Wrocław-Międzylesie i po mniej więcej dwóch godzinach wylądowaliśmy na małej stacyjce w miejscowości Domaszków. Stamtąd drogą asfaltową ruszyliśmy w kierunku miejscowości Różanka, by po dwóch kilometrach skręcić w prawo i po paru minutach dotrzeć do ruin Zamku Szczerba. Miejsce to ma bardzo przyjemny klimat, chociaż bliskość drogi asfaltowej ewidentnie nie sprzyja czystości okolicy. Pod zamkiem znajduje się duża wiata noclegowa, z możliwością rozpalenia paleniska oraz miejsce na ognisko przed wiatą. Warownia pochodzi z XIV wieku, a jej funkcją było strzeżenie pobliskich szlaków handlowych. Twierdza istniała zaledwie kilkadziesiąt lat i już w 1428 roku spalili ją Husyci. W kolejnych wiekach zamek zmieniał właścicieli, a obecnie zajmują się nim harcerze z Międzyleskiego  Zespołu Drużyn Szczerba.

100_4388

100_4392

Gdy zapoznaliśmy się już z zamkiem i wiatą zdecydowaliśmy, że… śpimy gdzie indziej.  Niecałą godzinę drogi od zamku znajduje się mała Jaskinia (Solna Jama), w której spokojnie można przenocować. Aby urozmaicić sobie drogę do jaskini, ruszyliśmy  na szagę w dół, po skałach i między drzewami. Przedzieraliśmy się niczym Bear Grylls w południowo-amerykańskiej dżungli przez chaszcze i mały strumień. Choć było to dość męczące, to zaoszczędziło nam to jakiś 15 minut drogi.

100_4394 100_4393

Jaskinia okazała się być świetnym miejscem na biwak. Wokół wszystko osłaniały skały, które zatrzymywały wiatr. Przed jaskinią stał stół biwakowy, a w samej jaskini mogło zanocować nawet kilka osób. Jaskinia ciągnie się na ponad 40 metrów, jednak zajoby nie zdecydowały się na dokładniejszą eksplorację tego miejsca.

100_4395 100_4409

Nocleg w jaskini był bardzo przyjemny i długi. Po szybkim śniadaniu, ruszyliśmy niebieskim szlakiem od Solnej Jamy w stronę Gniewoszowa. Byliśmy już lekko opóźnieni ponieważ wyruszyliśmy ponad godzinę później niż było to zaplanowane. Aby nie wracać na zamek, skróciliśmy sobie trasę idąc przez pole. Podążając Autostradą Sudecką, tuż za Gniewoszowem na odbiciu niebieskiego szlaku w stronę Poniatowa, natrafiliśmy na niesamowity widoczek i przyjemną polankę, na której postanowiliśmy chwilę poleniuchować. „Autostrada Göringa” ciągnie się przez 42 km wzdłuż całych Gór Bystrzyckich, idealnie nadaje się na wycieczki rowerowe, mniej przyjemnie porusza się po niej pieszo. Budowana za czasów hitlerowskich, miała mieć zastosowanie turystyczno-militarne, dzisiaj straciła na swym znaczeniu, choć warto się nią przejechać ze względu na niesamowite widoki na Masyw Śnieżnika czy też całą Kotlinę Kłodzką.

100_4412 100_4410

Odpoczynek i uzupełnienie płynów dodało nam sił potrzebnych do dalszego marszu po górach. Po godzinnym biwakowaniu ruszyliśmy niebieskim szlakiem w stronę Jagodnej, po drodze mijaliśmy miejscowość Poniatów, gdzie warto być czujnym, gdyż łatwo zgubić szlak (co znamy z autopsji).

100_4422

Podążając niebieskim szlakiem w kierunku Jagodnej mogliśmy obserwować ciekawe widoki, szlak od tej strony jest dobrze widoczny.

100_4430 100_4433

Jagodna znajduje się około półtorej godziny marszu od Poniatowa, a wchodzi się na nią łatwo i przyjemnie. Sam szczyt nie jest jakimś niesamowitym miejscem, znajdują się tutaj spróchniałe, pełne mrówek „killerów” ławki, a także „wieża widokowa”. Z wieży nic nie widać, gdyż wszystko zasłania pobliski las. Właściwie to jest to ambona myśliwska, na której jest zawieszona tabliczka przypominająca, że jest to najwyższy szczyt Gór Bystrzyckich, a także napis… „Sowa”. Czy miejscowi myśliwi wykradli tą ambonę z Gór Sowich? Czy upamiętnia ona Stanisława Ballę pseudonim „SOWA”? Te i inne pytania na razie pozostaną bez odpowiedzi.

100_4445

100_4450

Wprost ze szczytu ruszyliśmy w stronę przełęczy Spalonej, po drodze lekko się gubiąc. Akurat w czasie naszej wycieczki leśnicy prowadzili wycinkę w tej części lasu i z rozpędu pousuwali drzewa z oznaczeniami szlaków. No cóż, gdzie drwa rąbią tam wióry lecą 🙂 Zejście do Przełęczy Spalonej zajęło nam nieco ponad godzinę i wywołało w nas nie małe odwodnienie, co wyszło na jaw w czasie szturmu jaki przeprowadziliśmy na bar z pysznym czeskim piwkiem

100_4453

Po uraczeniu się darem niebios ruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę wsi Młoty. Za Młotami zielony szlak poprowadził nas w stronę miejscowości Huta oraz Strażnika Wieczności i upragnionej chaty noclegowej. Zielony szlak na tym odcinku idzie mocno do góry małym wąwozem.

100_4465

Choć wydawało się, że wszystkie założenia planu zostaną zrealizowane, to po przejściu wsi Huta czekała na nas niemiła niespodzianka. Jacyś młodzi wykształceni i z dużych ośrodków postanowili zamienić wiatę w materiał na ognisko, co mocno skomplikowało naszą sytuację. Zdecydowaliśmy, że musimy zejść do lasu i tam rozbić obóz.

100_4466

100_4467

Choć nasze miny na powyższych zdjęciach sugerują, że wszystko skończyło się dobrze, to nic bardziej mylnego! Mocno już zmęczeni straciliśmy resztki sił na poszukiwania szlaku, który znikł. Gdy już się nam udało odnaleźć zaginiony szlak było ciemno, a my byliśmy w lesie. W ogóle nie myśląc w jakimś oszołomieniu, coś nam przerwało dopływ prądu do mózgu i zdecydowaliśmy położyć się na polance pod drzewem, które nie osłoniłyby nawet średniej wielkości zająca. Wieczór spędziliśmy przy ognisku, pogoda była świetna, dlatego nawet do głowy nam nie przyszło budowanie jakiegoś schronienia. Nauczka przyszła niebawem i zebrała krwawe żniwo. O 5:00 rano zbudziły nas strugi deszczy, które szybko przerodziły się w ścianę deszczu. Nim założyłem buty już było w nich ze 3 cm wody, a nasze śpiwory wyglądały jak ofiary powodzi z 1997 roku. Przemoczeni, zmarznięci i niewyspani szybko uciekliśmy zielonym szlakiem w stronę Starej Łomnicy. Na domiar złego spotkaliśmy na naszej drodze dziki, jednak byliśmy tak mało atrakcyjnym kąskiem, że zostaliśmy zignorowani i wyśmiani. Brodząc przez pola i łąki w czasie ulewy tysiąclecia, nasze samopoczucie uległo znacznemu pogorszeniu, wręcz dewastacji, a sytuacji nie polepszył fakt, że w Starej Łomnicy nie kursowały żadne busy w niedzielę, a nasz kolega z Kłodzka nie mógł nas uratować przyjeżdżając Seatem Leonem. Mimo trwającej nawałnicy zostaliśmy zmuszeni do dalszego marszu w kierunku Gorzanowa, gdzie jeżdżą pociągi z Międzylesia do Wrocławia. Na szczęście w połowie drogi miły Pan zatrzymał się swoim autem i podrzucił nas pod kościół w Gorzanowie. Po dwóch godzinach leżakowania w poczekalni dworca PKP nadjechał upragniony pociąg do Wrocławia.

Wniosek z wyprawy jest jeden: Buduj k***a schronienie przed deszczem!

100_4469

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s