Pielgrzymka do Ziemi Świętej- wspaniałe Góry Złote i Bardzkie

Archiwum 2012, Pod namiot, Wyprawy

Góry złote i bardzkie.

Po zimowym wyczekiwaniu, które trwało już zbyt długo Górskie Zajoby aż rwały się do wyjścia w góry. Pogoda postanowiła nie robić problemów i już w kwietniu warunki były sprzyjające do wyjścia w góry. Mało tego było na tyle ciepło, że postanowiliśmy nawet ruszyć w góry bez namiotów ( w tym roku kwiecień nie był aż tak łaskawy). Jako cel naszej wędrówki wyznaczyliśmy sobie Góry Złote i Bardzkie a trasa miała prowadzić od Radochowa do Barda. Niezbyt trudny szlak niebieski prowadzić miał nas na najwyższy szczyt gór Bardzkich zaliczany do KSP KS i KGP mianowicie na Kłodzką Górę.

Dzień pierwszy

Jako miejsce wyjazdu ustaliliśmy doskonale nam znamy wrocławski dworzec PKS. Zwraci i gotowi z całkiem lekkimi plecakami (bez namiotów) zaraz po pracy ruszyliśmy żwawo do autobusu relacji Wrocław-Kłodzko. Podróż nieco się przeciągała i pod koniec rosły nasze obawy czy wyrobimy się na przesiadkę w kolejny PKS z Kłodzka do Lądka, ale na tej wycieczce szczęście było po naszej stronie. W godzinach wieczornych dot arliśmy w pobliże wsi Radochów gdzie zaczynała się nasza piesza wyprawa. Niestety zawiedliśmy się na naszym zmyśle logistycznym, gdyż sklep w Radochowie był już zamknięty… tak więc musiały nam wystarczyć zapasy napojów i jadła zgromadzone w plecakach. Mimo wszystko z dobrymi humorami zaczęliśmy podejście po schodach na Górę Kalwarię, na której zbudowana jest kapliczka, a wokoło szczytu prowadzi droga krzyżowa.P1090919

P1090908Po zrobieniu kilku zdjęć pełni energii praktycznie zbiegając popędziliśmy w stronę naszego noclegu. Miała to być piękna chata noclegowo-biwakowa u wejścia do Jaskini Radochowskiej. Ku naszemu zdziwieniu w promieniach zachodzącego słońca w uroczej dolince nie zobaczyliśmy wiaty, a jedynie to co z niej zostało…

P1090924

Szybko robiło się ciemno więc nie penetrowaliśmy już jaskini i zabraliśmy się do budowy prowizorycznego schronienia. Pogoda na szczęście wciąż nie zawodziła więc równie dobrze mogliśmy spać pod gołym niebem. Po wszystkich czynnościach budowlanych zasiedliśmy do kolacji i przy ognisku spokojnie planowaliśmy kolejny dzień i wspominaliśmy poprzednie wyprawy. W nocy ku naszemu zdziwieniu odwiedził nas Pan Leśniczy, który jednak nie ukarał nas mandatami, a wręcz przeciwnie odbył z nami miłą pogawędkę o górach, o szlakach i o tym co dzieje się w okolicy. Leśniczy wytłumaczył też nam powody swojej wizyty oraz dlaczego wiata nie istnieje  Jak się okazało wiata przechodziła akurat gruntowny remont i teraz pewnie lśni i pachnie nowością. A wizyta leśniczego spowodowana była obawą, że kolejna grupa „młodych zdolnych turystów” dewastuje to co z owej wiaty zostało, a dodatkowo zaśmieca cały okoliczny teren. Na szczęście Zajoby to porządne chłopaki i służby leśne były nami zachwycone. Najedzeni i napici udaliśmy się na odpoczynek do naszego „szałasu”.

P1090952

Dzień drugi

Poranek przywitał nas pięknym słońcem i wysoką temperaturą… prawdziwa wiosna w górach, dlatego też bez pośpiechu wypiliśmy kawkę z ogniska i zjedliśmy pożywne śniadanie. Uporządkowaliśmy miejsce po naszym szałasie i byliśmy gotowi do drogi. Wtedy to nadjechał samochód z przewodnikiem, który oprowadza po wspominanej wcześniej jaskini. Oczywiście można jaskinię penetrować na własną rękę, ale zdecydowanie polecamy wejście z przewodnikiem. Facet ma potężną wiedzę, mówi sporo ciekawych rzeczy, a do tego czuć że jest pasjonatem. My nawet po wyjściu z jaskini zostaliśmy jeszcze chwilkę porozmawiać przy aucie. Tutaj moja drobna uwaga i sugestia dla Gminy… może warto zabezpieczyć jaskinię przed dzikimi turystami bo zniszczenia w niej widoczne są gołym okiem… zbyt dużo ludzi chce mieć chyba w domu stalaktyty (sic!). Po ciekawym zwiedzaniu naładowani pozytywną energią ruszyliśmy na szlak. Niebieski szlak prowadzi przez piękne lasy dolinki i polanki gdzie warto zatrzymać się na małe zimne piwko albo ochłodzić się przy pobliskim wartkim strumyku.

P1090973 P1090984

Co jakiś czas odsłaniają się piękne widoki na kotlinę, a kilka jeziorek przeciwpożarowych aż zachęca do kąpieli. Szlak niebieski poprowadził nas przez przełęcz leszczynową gdzie stoi zaniedbana budka noclegowa. Ten fragment gór jest naprawdę zachwycający, szlak nie jest trudny i śmiało można wybrać się tam na niedzielny spacer z rodzinką ( Polecamy).

P1090994 P1090999

Za przełęczą jako urozmaicenie można niczym kozica poskakać nawet po skałkach na ciekawym rumowisku.

P1100006 P1100007

Im bliżej Przełęczy Kłodzkiej tym piękniejsze widoki na kotlinę. Czego chcieć więcejP1100017

Wiadomo jednak, że nie samymi widokami człowiek żyje, a pić coś trzeba… zachwyceni widokami zupełnie zapomnieliśmy uzupełnić naszych butelek o wodę z mijanych strumyków a kolejne jakoś nie chciały się pojawić. Telefony o pomoc do zaprzyjaźnionych ludzi z Kłodzka niestety nie przyniosły oczekiwanych efektów i tak też pielgrzymujące Zajoby zostały bez tak potrzebnej wody… Fakt ten nieco psuł nam humory, ale wciąż dysponowaliśmy jeszcze energią, a przed nami było jeszcze podejście na najwyższy szczyt Gór Bardzkich. Z Przełęczy Kłodzkiej gdzie jest mały punkt biwakowy szlak wiedzie ostro w górę na Podzamecką Kopę, a następnie już grzbietem przez Grodzisko prowadzi w pobliże naszego celu. U zejścia szlaków niebieskiego i żółtego należy odbić w ten żółty i już po kilku minutach można cieszyć się ze zdobytego szczytu ( nic trudnego) Sama Kłodzka Góra to niestety kolejny z mało widowiskowych szczytów. Sam wierzchołek nie jest zbyt widoczny, a o tym że jesteśmy już na szczycie mówi nam tabliczka na metalowych słupkach i napis na drzewie.

P1100034 P1100043

P1100048 P1100058 P1100062

P1100064

Po zrobieniu kilku zdjęć dokumentujących nasze osiągnięcie tą samą drogą wróciliśmy na niebieski szlak. Emocje opadły, w gardłach wyschło, a strumyka jak nie było tak nie było. Postanowiliśmy chwilę poszukać w okolicy niestety bez efektów aż w końcu ruszyliśmy w stronę przełęczy Łaszczowa, gdzie mieliśmy zdecydować do dalej. Szlak na tym odcinku jest raczej spacerowy dlatego szybko dotarliśmy na miejsce biwakowo-postojowe na wyżej wymienionej przełęczy. Zdesperowani zastanawialiśmy się nawet nad zejściem do jakiejś wsi aby tylko czegoś się napić, ale tu Górscy pielgrzymi zostali nagrodzeni za wytrwałość. Lupa na pobliskim drzewie wypatrzył tabliczkę z napisem źródełko 100 m i strzałką. Zachwyceni tą informacją zaczęliśmy latać po lesie szukać tryskających źródeł… na darmo, nigdzie ani śladu wody… zasiedliśmy przy stole aby przestudiować mapę… wtedy to oświecony boską mocą ruszyłem w poszukiwaniu wody raz jeszcze… jak się okazało źródełko faktycznie istniało tylko w innym miejscu niż go szukaliśmy, od miejsca biwakowego wystarczy zejść ok 100 metrów drogą asfaltową w stronę kłodzka i po lewej stronie w rowie znajduje się obudowana kamieniami metalowa rurka z której wypływa woda. Pan jest wielki! Wycieczka i karawana uratowana.

Napełniliśmy wszystkie butelki wodą i uciekliśmy do lasu aby nieopodal w ukryciu rozbić biwak i zbudować szałas. Nasz szałas nie był zbyt udany, ale na deszcz się nie zanosiło więc wydawał się wystarczający… Zachwycone Zajoby nie miały jednak w głowach spania i popijając to wodę to kawkę to magnesik rozpuszczony w wodzie dyskutowaliśmy praktycznie do świtu. Wtedy zrodził się pomysł aby ruszyć o wschodzie słońca na szlak jak się okazało pomysł bardzo trafiony.

Dzień trzeci ostatni.
Kiedy tylko czerwona tarcza słońca ukazała się na horyzoncie zwinęliśmy nasze obozowisko ruszyliśmy na szlak… zamiast opisywać wrażenia wizualne wystarczy spojrzeć na zdjęcia.

P1100079 P1100081 P1100082

Wschód słońca z nad górą Wysoki Kamień to wrażenia nie do opisania… (dla miłośników mrocznych historii rodem z horrorów polecam poczytać o tej górze… google na pewno znajdzie kilka ciekawych opowieści) Porażeni pięknem widoków o świcie nawet nie zauważyliśmy kiedy dotarliśmy do góry Kalwarii w Bardzie (a może tak szybko uciekaliśmy przed demonem Argnaroth?).

P1100090

Niestety zrobiło się chłodniej i plan wygrzewania się na słońcu nad urwiskiem okazał się niewypałem, nie mniej jednak wezwaliśmy transport do domu (niezawodną skodę), a podczas oczekiwania odsypialiśmy nieprzespaną noc nad urwiskiem z krzyżem skąd rozpościera się fenomenalny widok na zakole Nysy Kłodzkiej, Bardo oraz Góry Bardzkie.

P1100099

Troszkę zmarznięci zeszliśmy drogą krzyżową do samego Barda, gdzie na stacji kolejowej zjedliśmy przepyszne pierogi, porozmawialiśmy z właścicielem knajpki o jego wędrówkach i o ciekawych miejscach w okolicy. Kiedy nadjechał transport ruszyliśmy w drogę do Wrocławia słodko drzemiąc na tylnym siedzeniu.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s