Niecny grzybiarz – Góry Wałbrzyskie i Sowie

Archiwum 2010, Pod namiot, Wyprawy

Góry Wałbrzyskie, Kamienne i Sowie.

Ponad rok ekipa Górskich Zajobów czekała na kolejną wyprawę w góry. Jak zwykle wszystko odwlekało się przez egzaminy i poprawki na uczelni czy problemy z wyborem dogodnego dla wszystkich terminu. Kolejny raz z całej masy chętnych na „tripa” została garstka ale co warte podkreślenia z naszej trójki zrobiła się czwórka (przynajmniej na początku ale o tym później).

W sile czterech mężczyzn z nowym nabytkiem zajobów Marcelem jako cel naszej wyprawy wybraliśmy okolice Wałbrzycha, Góry Sowie aż po Srebrną Górę. Plan zakładał dojście aż do Barda ale został odrobinę skrócony o czym później.

Razem z Lupą ułożyliśmy bardzo ciekawy plan wycieczki, który w zamyśle był kontynuacją Szlaku Zamków Piastowskich ponieważ zakładał odwiedzenie kilku ruin średniowiecznych zamków oraz na koniec zwiedzanie Twierdzy w Srebrnej Górze. O czym wspominał Lupa w opisie SZP w tym momencie naszej przygody z górami interesowały nas głównie atrakcje turystyczne, ciekawe miejsca i szlaki a nie szczyty czy zdobywanie jakiejkolwiek odznaki.

Plan

Trójka Zajobów bardzo wczesnym porankiem wystartować miała z Wrocławia pociągiem „błyskawica” do stolicy polskiej patologii (Wałbrzych;p). Na stacji Wałbrzych Szczawienko dosiadam się do nich i razem przemierzamy Mordor aż do stacji Wałbrzych Główny. Ze stacji szlakiem koloru żółtym docieramy do Ruin zamku Nowy Dwór. Dalej szlakiem żółtym na przełęcz Kozią, a następnie szlakami czerwonym i zielonym. aż do Rybnicy Leśnej gdzie zobaczyć mamy zabytkowy drewniany kościół. Kolejny cel to schronisko Andrzejówka gdzie poprowadzi nas Szlak zielony. Dalej spacerek na ruiny zamku Radosno szlakiem żółtym. A następnie w przeciwną stronę zboczami Jeleńca  aż do ruin zamku Rogowiec szlakiem żółtym. Następnie zejście do Jedlinki szlakiem czerwonym i zwiedzenie miejscowego pałacu. Na koniec dnia szlakiem czerwonym w kierunku góry Włodarz gdzie zaplanowany mamy nocleg i biwak. Kolejny dzień to przejście szlakiem czerwonym do Rzeczki i dalej szlakiem czerwonym na Wielką Sowę. Na zboczach Sowy w pobliżu szlaku czerwonego planujemy biwak i nocleg. Trzeci dzień to wędrówka szlakiem czerwonym oraz niebieskim aż do Srebrnej Góry gdzie zwiedzamy Twierdzę. Zaplanowany był również biwak wzdłuż szlaku niebieskim w kierunku Barda i dojście kolejnego dnia do samej miejscowości, ale tak jak wspominałem wcześniej plan odrobinę skróciliśmy. Jak widać harmonogram i plan bardzo ciekawy, po drodze mnóstwo atrakcji a i trasa całkiem ambitna (niektórzy powiedzą zbyt ambitna).

Ekwipunek

Co do ekwipunku to chyba nie ma sensu wymieniać całości bo każdy miał ze sobą i na sobie coś innego. Wystarczy wymienić: adidasy, 2 namioty, karimaty, polary, zwykłe miejskie kurtki oraz halówki, które zrobiły niewątpliwą furorę na wyprawie. Nauczeni doświadczeniem ze SZP ograniczyliśmy natomiast ilość zabranych konserw i innych bezsensownych rzeczy na biwak ale plecaki i tak ważyły o wiele za dużo.

Ja sam uzbrojony w adidasy, w których przemierzyłem SZP, spodnie dresowe, Marcel w halówkach, Grzesiek w kurtce na motor, Lupa w butach za 50 zł… wyglądaliśmy delikatnie mówiąc nieprofesjonalnie a bardziej dosadnie wyglądaliśmy jak banda chłopaczków z wrocławskiego Ołbinu albo wałbrzyskiego Podgórza ( o tej „urokliwej” dzielnicy Wałbrzyszewa za chwilkę).

Start

Pobudka wcześnie rano bo już ok. 7 chłopaki nadjadą żelazną koleją do Wałbrzycha. Na stacji jestem już jakieś 20 min przed czasem więc kupuję na przywitanie po piwku:) Ku zdziwieniu konduktorów kupuję bilet z Wałbrzycha Szczawienko do Wałbrzycha Głównego. Po ok. 20-30 minutach jesteśmy już na Dworcu Wałbrzych Główny, który główny jest tylko z nazwy ponieważ znajduje się na odludziu, a do tego schodząc drogą w stronę miasta można natknąć się na rdzennych mieszkańców Podgórza w strojach ludowych (dresik). O niezbyt dobrej reputacji dzielnicy przypominają nam napisy na murach oraz mimo wczesnej pory niezbyt ciekawe towarzystwo przy sklepie spożywczym gdzie kilku z nas uzupełniało zapasy.

P1030821

Z pełnymi zapasami złocistego napoju zaczynamy wędrówkę pod wielkim wiaduktem kolejowym, na linii Wałbrzych – Kłodzko. Szlak koloru żółtego prowadzi nas na górę zamkową. U podnóża góry czeka nas strome ale krótkie podejście i już jesteśmy pośród ruin zamku Nowy Dwór. Wilgotna i mglista pogoda sprawia, że ruiny wyglądają bardzo tajemniczo a zza mgły wyłaniają nam się szczyty Gór Wałbrzyskich z Borową w roli głównej.

P1030812

P1030820

O historii zamku polecam poczytać na stronie . Po kilkunastu minutach zwiedzania schodzimy z Ruin w stronę szlaku ponownie jesteśmy pośród zabudowań Podgórza, ale mimo że w dresach i halówkach wyglądamy dosyć swojsko nie czujemy się jednak zbyt komfortowo. Dlatego też opuszczamy tę „bajkową” krainę i ruszamy na szlak. Niestety jak to często bywa na mniej uczęszczanych duktach szlak znika. Czasami zastanawiamy się czy PTTK nie robi tego z premedytacją żeby uatrakcyjnić wyprawy takim jak my… idąc więc za głosem intuicji, kompasu, gwiazd, słońca, gps’u oraz węchu wspinamy się w kierunku który wydawał nam się słuszny. Węch nie zawiódł i po ciężkiej wspinaczce pośród górskich potoków, które nie wiadomo dlaczego jako swój nurt wybrały te same ścieżki co my, docieramy na przełęcz kozią u stóp Borowej.

P1030828

Odnajdujemy się na mapie i pewni siebie duktem leśnym kierujemy się w stronę Rybnicy Leśnej. Po kilkunastu minutach wychodzimy z lasu i naszym „ulubionym” asfaltem dreptamy przez wieś Kamionka aż do Rybnicy Leśnej, gdzie chcemy obejrzeć zabytkowy drewniany kościół. Więcej o kościółku na stronie.

P1030840

P1030841

Po krótkim odpoczynku wracamy na znienawidzony (wcale nie jesteśmy rasistami) asfalt i zaczynamy długą wspinaczkę do Schroniska Andrzejówka. Podejście daje w kość wszystkim a szczególnie Marcelowi, który od samego rana miał problemy ze swoimi ulubionymi halówkami. Spoceni jak nasi rodacy na wczasach w Egipcie mijamy paskudny kamieniołom i o wiele piękniejsze hale na których w zimie są stoki narciarskie.

P1030847

Następnie zdobywamy przełęcz trzech dolin. Uradowani że jesteśmy u celu wbiegamy do schroniska na pyszne zimne czeskie piwko, a część z ekipy zjada też smaczny ciepły posiłek. Podpisujemy petycję o ratowanie tego miejsca przed wydobyciem kamienia przez rozrastającą się kopalnię i odpoczywamy analizując mapę.

P1030850

Nadzieje części z załogi, że to już prawie koniec marszu na dzisiaj rozwiewamy z Lupą pokazując na mapie, że przed nami jeszcze co najmniej tyle co przeszliśmy do tej pory. Mimo oporu ze strony anonimowych członków ekspedycji ruszamy do kolejnego celu jakim są ruiny zamku Radosno. Szlakiem żółtym ze schroniska to jakieś 10-15 min. Ruiny całkiem ciekawe, ładnie położone i ukryte w gęstym lesie. Gdzieniegdzie przebiją się widoki na Piarg czerwonej skałki. O samym zamku polecam poczytać na stronie.

P1030856

P1030857

Po kilku minutach oglądania tego co zostało z tej budowli wyruszamy tą samą drogą wracamy do schroniska i dalej szlakiem żółtym wędrujemy ku kolejnemu zamkowi. Na Radosno wiedzie piękna ( jeżeli akurat nie ma chmur) aczkolwiek wymagająca trasa. (zwłaszcza po deszczu w adidasach) My niestety nie mamy szczęścia i szczyty są przykryte chmurami także dopiero skalna brama przed samym zamkiem Rogowiec dostarcza nam wizualnych atrakcji.

P1030865

Po sesji zdjęciowej stromym podejściem zdobywamy ruiny zamku Rogowiec. Widać prowadzone prace archeologiczne, ale same mury zamkowe nie są zbyt dobrze zachowane. Warto jednak przyjść tutaj przy ładnej pogodzie i podziwiać widok na góry wałbrzyskie, kamienne i sowie.

P1030872 P1030877

Jest dosyć chłodno i wietrznie dlatego dosyć szybko decydujemy się na dalszy marsz. Obtarcia, z którymi przez swoje obuwie zmagał się Marcel oraz nasilające się zmęczenie powodowały, że tempo wędrówki bardzo spadło. Karkołomne zejście z rogowca do jedlinki nie należy do najprostszych zwłaszcza bez butów za 5 stów z nieścieralną podeszwą. Zresztą nawet posiadając Vibram! Po deszczu nie jest tam trudno o poślizg. Dosyć ślamazarnie docieramy do Jedlinki i we trójkę idziemy obejrzeć Pałac. W tym czasie Marcel pilnuje plecaków i odpoczywa. Pałac jest akurat w trakcie remontu ale widać że zaczyna się coś tam dziać i staje się to atrakcją turystyczną.

Godzina robi się późna nie wchodzimy więc do środka i wracamy do Marcela. W bólach i cierpieniu wracamy na szlak. Niestety nie starcza nam sił i wytrwałości żeby wejść na górę Włodarz i rozbijamy biwak na zboczach góry praktycznie przy samym szlaku. Na drugi dzień okaże się, że trzeba było iść jeszcze chociaż ze 30 min i mielibyśmy piękne miejsce ale o tym za chwilę. Biwak rozbity niestety w głupim miejscu, ale sama atmosfera przy ognisku poprawia nastroje i dodaje sił. Zwłaszcza wykład Grześka na temat agresywnych dzwonków w telefonach komórkowych oraz dzwonnic na kościołach doprowadza nas do łez ze śmiechu. Humoru nie psują nawet odwiedziny mrocznego „grzybiarza”.

Niestety w nocy część załogi troszkę zmarzła, a do tego „halówkowe” otarcia stały się na tyle bolesne, że Marcel postanawia rano zrezygnować i wrócić do Jedlinki a następnie do domu. Po poinstruowaniu Marcela jak ma wrócić do Wałbrzycha a następnie do Wrocławia rozdzielamy się i teraz już we trójkę wspinamy się szlakiem czerwonym na Włodarz. Po 20 min już wiemy że daliśmy ciała z biwakiem. Przy samym szlaku piękna chata biwakowa z miejscem na ognisko… o wiele wygodniej byłoby rozbić obóz tutaj a do tego pewnie żaden tajemniczy „grzybiarz” nie załatwiłby swoich potrzeb w pobliżu naszego namiotu.

P1030883

No cóż nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, trzeba iść dalej. Lasami i polanami gór Sowich wędrujemy na przełęcz Sokolą. Tam w knajpce Sowa posilamy się ciepłym bigosem i wypijamy piwko.

P1030901

Poinstruowani przez panią z knajpki razem z Grześkiem ruszam do sklepu uzupełnić zapasy piwka i prowiantu… niestety okazuje się, że pani mówiąc gdzie jest sklep chyba lekko wprowadziła nas w błąd bo idziemy bardzo daleko, a co najgorsze bardzo stromo w dół a to oznacza że będziemy musieli wrócić do góry z zakupami. Czego jednak nie robi się dla uzupełnienia prowiantu. Sklep znajduje się w okolicy kościoła we wsi Sokolec. Umęczeni wracamy z zakupami do Lupy, który czeka na nas w knajpce Sowa. Z załadowanymi plecakami ruszamy zdobyć Wielką Sowę. Jest to najwyższy szczyt gór Sowich i zalicza się do KGP, KS, KSP. Sowę zdobywamy szlakiem czerwonym od strony Schroniska pod Orłem.

P1030904 P1030903

Droga nie jest ani długa ani szczególnie trudna dlatego dosyć szybko zdobywamy szczyt zwłaszcza że  po drodze wpadam w jakiś trans i odstawiam chłopaków o kilka minut. Na szczycie znajduje się zadbana zabytkowa wieża widokowa. W samej wieży mały sklepik z pamiątkami, biletami na górę i piwkiem. Akurat kiedy weszliśmy na wieżę nadciągnęła chmura i praktycznie nie mieliśmy widoków. Na dole przy ławkach wypijamy piwko, telefonujemy do rodzin i ruszamy dalej.

P1030918 P1030910

O samym szczycie można powiedzieć tyle, że w sezonie i w weekendy są tam tłumy ludzi ale mimo to warto się tam wybrać choćby po to żeby podziwiać widoki z wieży. W stronę wsi Potoczek ze szczytu schodzi trasa narciarska niestety od dłuższego czasu wraz z wyciągami nieczynna. Z Wielkiej Sowy ruszamy szlakiem czerwonym w stronę Srebrnej Góry. Po ok. 30 min z racji tego, że zbliża się już wieczór rozbijamy obóz. Co warte podkreślenia jeden z najlepszych w historii. Mimo przymrozku bardzo przyjemnie grzejemy się przy ognisku, zjadamy kiełbaski i słuchamy pieśni patriotycznych. Najedzeni i ogrzani wskakujemy do namiotu.

P1030923 P1030919

Rano okazuje się że w nocy zrobiło się jeszcze zimniej, a cały nasz namiot pokryty jest lodem:p nie mniej jednak w środku temperatura była optymalna dlatego wyspani możemy ruszać dalej. W promieniach porannego słońca zaczynamy marsz do Srebrnej Góry.

P1030924

Na początku idziemy szlakiem czerwonym aż do przełęczy Jugowskiej i Zygmuntówki. Tam zmieniamy szlak na zielony rowerowy i nim maszerujemy aż do Zimnej Polany, a następnie wspinamy się na Kalenicę szlakiem czerwonym.

P1030932

P1030929

Na Kalenicy atrakcją jest metalowa wieża widokowa, z której podziwiać można panoramę kotliny kłodzkiej i otaczających ją gór a z drugiej strony widok na Świdnicę Dzierżoniów Bielawę i Masyw Ślęży.

P1030962 P1030966

Do samej Srebrnej góry maszerujemy szalkiem czerwonym, a następnie niebieskim min. przez przełęcz Woliborską. Szlak niebieski prowadzi zboczem gór Sowich. Bez dużych podejść jest raczej spacerowy. Zapewnia za to piękne widoki na przedgórze sudeckie i miasta położone u podnóża gór.

P1030968 P1030967

W Srebrnej Górze zwiedzamy twierdzę, którą szczerze wszystkimi polecamy, bo z każdym rokiem więcej tam atrakcji a dodatkowo przewodnicy bardzo ciekawie opowiadają o historii umocnień.

P1030989 P1030978

Na twierdzy żywot kończą moje adidasy, które przeszły też SZP. Po krótkim pożegnaniu lądują w pobliskim śmietniku… ech nawet w adidasach można chodzić po górach.

P1030982

Poniżej twierdzy wypijamy piwko i czekamy na transport do Wrocławia gdyż Grzesiek nie może niestety zostać jeszcze jednego dnia w górach ze względów osobistych. Sami z Lupą dochodzimy do wniosku, że we 2 nie będziemy kontynuować marszu i kończymy naszą wyprawę w Srebrnej Górze. Fragment trasy ze Srebrnej do Barda pokonamy w przyszłościJ

Podsumowanie

Plusy:

Pierwsza noc z przymrozkiem w namiocie

Postęp w planowaniu trasy

Kilka ciekawych zabytków

Pomysły na kolejne wyprawy

Dużo śmiechu i dobrej zabawy

Piękne widoki w górach sowich

Minusy:

Nieprzygotowanie jeżeli chodzi o sprzęt (halówki adidasy dresy kurtki) co skutkowało np.  bolesnymi otarciami

Duża wilgotność pierwszego dnia, a co za tym idzie brak widoków

Niestety nie docieramy do Barda

Rezygnacja Marcela z dalszej podróży

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s